Emigracja -6-

Mam dziwnych współlokatorów. W pokoju obok mieszka para. Kamila i Paweł. Są ze sobą od kilku lat i chyba coś zaczyna się psuć w ich związku. Często się kłócą, a ściany są dosyć cienkie. Tak więc czuję się czasami jak niemy wspólnik ich awantur. Kamila długo nie mogła znaleźć pracy. Przyjechała razem z koleżanką, Agatą, o której już pisałam, dwa tygodnie wcześniej niż ja. Schodziły, długie kilometry i zostawiły mnóstwo cv i nic. Dopiero niedawno udało się Kamili zaczepić w hotelu, w pracy, jaką jest sprzątanie. Sprząta apartamenty, w jednym z fajniejszych hoteli w Edynburgu, praca jest dosyć ciężka i monotonna, ale przynajmniej ma prace. Godziny pracy też ma stałe, pracuje te siedem czy osiem godzin i ma już spokój. Duży plus pracy w hotelu, w porównaniu do restauracji. Ale może właśnie to jest powodem sporów. Może obydwoje mają za dużo wolnego czasu, a jednocześnie jest to pierwszy okres czasu, kiedy są ze sobą naprawdę. To już nie jest etap randek, kiedy obydwie strony są przygotowane, wypucowane i w wiecznie dobrym humorze. Teraz być może dopiero poznają siebie naprawdę, kiedy są obowiązki i przyszła ta demoniczna, a jednocześnie prozaicznie nudna szara codzienność. Problem w tym, że swoimi kłótniami psują nastrój wszystkim w mieszkaniu. Trzeba im przyznać, że w wyszukiwaniu sobie powodów do sporów ta para osiągnęła wręcz mistrzostwo. Potrafią się pokłócić praktycznie o wszystko. Zostawiony kubek, niesprzątnięte skarpetki, zbyt głośne zamknięcie/zatrzaśnięcie drzwi od łazienki. Mogę tak wyliczać bez końca. Podsumowując, to nawet się cieszę, że tak dużo pracuję, przynajmniej nie ma mnie w domu i nie muszę mimowolnie w tej farsie uczestniczyć. Reszta współlokatorów nie ma takich komfortowych warunków.

Leave a Comment





Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.